Chciałabym mieć taki kask jak Dexter z Laboratorium Dextera. Zakładało się go na głowę i czas cudownie rozciągał się jak guma. W jednej minucie można było wziąć prysznic, odrobić pracę domową i zjeść śniadanie.
Bo pędzę. Ledwo jasełka, a tu już bal karnawałowy za pasem. Mat do ostatniej chwili motał się z wyborem stroju. A to demon, a to duch, w końcu stanęło na wampirze. I znowu muszę dziękować Gusli, która sprężyła się i w ciągu paru godzin wyczarowała mi strój, w którym Mat wystąpi w przedszkolu. Moją rolą było zakupienie farb do twarzy, co też już uczyniłam.
U Miśki podejście do zębów, jedynek górnych, numer trzy. JUŻ JE kurde WIDAĆ. Nareszcie. Takie dwa tygodnie z dzieckiem obsrywającym się po łopatki, rzucającym się po łóżku (swoim i naszym) jak ryba bez wody, jęczącym, zawodzącym, na ręce chcącym, smarkającym, to już po prostu przeżycia ekstremalne.
Chciałabym Wam pokazać zdjęcia z Wigilii, zdjęcia Mata i Misi w podobnych sytuacjach, mam jeszcze wciąż zaległy wpis o biblioteczce malucha... Ale ktoś mi chyba obrywa godziny i bierze jak swoje.
***
Spróbujcie znaleźć buty na (moją) wąską łydkę. Ba. Spróbujcie znaleźć buty na niewielkim obcasie, lub w ogóle bez, bo na obcasach nigdy nie nauczyłam się chodzić. I takie bez wąskiego czuba, bo nienawidzę, gdy coś mi ściska przód stopy. Spróbujcie znaleźć buty takie, które będą mi się podobać, żeby nie były biurowo-blaszczate, tu cekinek, tam kokardka. Żeby miały styl taki trochę sportowy, ale też i wyjściowy.
Czy mam dodać, jak bardzo CIERPIĘ gdy muszę kupić sobie buty na zimę? O, jasne, najchętniej kupiłabym sobie glany, albo ewentualnie wojskowe trapery. Jeszcze niedawno w takich chodziłam.
Wczoraj niebo się nade mną zlitowało i udało mi się kupić takie buty. I nawet nie zrujnowało mi to portfela. Jakiś projektant od butów o mnie pomyślał. Rany!
***
Wiecie, że muszę już pisać podanie do szkoły?