Lilypie First Birthday tickers
RSS
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Bo nic nie słyszę na jedno ucho!

Czymże innym miał zacząć się nasz wspólny dwutygodniowy urlop, jeśli nie generalnym pogromem zdrowotnym. Mat ferie, ja urlop, Szanowny urlop tacierzyński rozpoczęliśmy katarem, gorączką, kaszlem, flukami. Córencja nie pozostawała daleko w tyle, po tygodniu jakimś, w porywach do dwóch, przerwy od wyprodukowania zębów górnych, zaczęła następny etap ząbkowania. Zapewne znowu rozłożony na raty, bo do licha nie wiem, gdzie tym razem te zęby.

Katar przytkał mi jedno ucho i nic nie słyszę.

Aha, i koleżanka, u której byłam w sobotę na babskim wieczorze, zawiadomiła mnie wczoraj, że jej córka przechodzi drugi raz ospę. Obserwujemy, ale już mnie wszystko swędzi.

***

Dostałam prezent! Trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno, bo ja naprawdę nie wygrywam. A tu proszę. Wygrałam na blogu Z Zielonej Wyspy! Po czekoladzie irlandzkiej szybko ostał się jedynie papiórek. Muszelki zakamuflowane powyżej bardzo ciekawskich rączek, które lubią wszystko pchać do buzi. A kosmetyczka! A jak tu nie wierzyć w przeczucia? Za kosmetyczką od paru tygodni oglądałam się w sklepach, ale jakoś nic nie wpadało mi w oczy. Mam nowy plecak, ale nie ma w niej takiej oddzielnej kieszonki na jakieś drobiazgi, kosmetyczka bardzo by mi się przydała. I cały czas coś mnie powstrzymywało przed wyborem. A teraz mam taką piękną, dzierganą własnoręcznie przez Maję!

DZIĘKUJĘ!

***

Natomiast Gusla uratowała mój tyłek przy przygotowaniach do balu karnawałowego w przedszkolu Mata. Nie sądziłam, że możliwe jest wyczarowanie tak fajnego stroju z tak prostych "składników"! Mat budził fascynację i grozę :)

 

Niestety świetny koronkowy żabot okazał się dekoracją nie do przejścia, nawet "tylko do zdjęcia".

To był jedyny taki wampir w całym przedszkolu!

***

Miśka ćwiczy jedno słowo. NONI. Noni! Jest wszystkożerna. Po prostu.

niedziela, 08 stycznia 2012
Porównań nie da się uniknąć

Niestety :)

 

Pamiętacie?

piątek, 06 stycznia 2012
Niech ktoś rozciągnie dzień

Chciałabym mieć taki kask jak Dexter z Laboratorium Dextera. Zakładało się go na głowę i czas cudownie rozciągał się jak guma. W jednej minucie można było wziąć prysznic, odrobić pracę domową i zjeść śniadanie.

Bo pędzę. Ledwo jasełka, a tu już bal karnawałowy za pasem. Mat do ostatniej chwili motał się z wyborem stroju. A to demon, a to duch, w końcu stanęło na wampirze. I znowu muszę dziękować Gusli, która sprężyła się i w ciągu paru godzin wyczarowała mi strój, w którym Mat wystąpi w przedszkolu. Moją rolą było zakupienie farb do twarzy, co też już uczyniłam.

U Miśki podejście do zębów, jedynek górnych, numer trzy. JUŻ JE kurde WIDAĆ. Nareszcie. Takie dwa tygodnie z dzieckiem obsrywającym się po łopatki, rzucającym się po łóżku (swoim i naszym) jak ryba bez wody, jęczącym, zawodzącym, na ręce chcącym, smarkającym, to już po prostu przeżycia ekstremalne.

Chciałabym Wam pokazać zdjęcia z Wigilii, zdjęcia Mata i Misi w podobnych sytuacjach, mam jeszcze wciąż zaległy wpis o biblioteczce malucha... Ale ktoś mi chyba obrywa godziny i bierze jak swoje.

***

Spróbujcie znaleźć buty na (moją) wąską łydkę. Ba. Spróbujcie znaleźć buty na niewielkim obcasie, lub w ogóle bez, bo na obcasach nigdy nie nauczyłam się chodzić. I takie bez wąskiego czuba, bo nienawidzę, gdy coś mi ściska przód stopy. Spróbujcie znaleźć buty takie, które będą mi się podobać, żeby nie były biurowo-blaszczate, tu cekinek, tam kokardka. Żeby miały styl taki trochę sportowy, ale też i wyjściowy.

Czy mam dodać, jak bardzo CIERPIĘ gdy muszę kupić sobie buty na zimę? O, jasne, najchętniej kupiłabym sobie glany, albo ewentualnie wojskowe trapery. Jeszcze niedawno w takich chodziłam.

Wczoraj niebo się nade mną zlitowało i udało mi się kupić takie buty. I nawet nie zrujnowało mi to portfela. Jakiś projektant od butów o mnie pomyślał. Rany!

***

Wiecie, że muszę już pisać podanie do szkoły?

środa, 21 grudnia 2011
Ekspresem

Wydawać by się mogło, że całkiem niedawno stałam na widowni podczas moich pierwszych w życiu przedszkolnych jasełek. Te 6-latki wydawały się takie duże, mądre i poważne. A teraz... sama zaprowadziłam mojego syna na jasełka, w których grał swoją rolę. Kiedy to przeminęło? Uciekło ekspresem nie wiadomo kiedy.

Wigilia w przedszkolu jak zwykle ciepła, siostry tworzą niepowtarzalną atmosferę. Rozmawiałam z rodzicami najlepszego kolegi Mata, Maćka. To ich ostatnia wigilia w przedszkolu, wszystko ostatnie, nie mają więcej dzieci, żeby je posłać do tego przedszkola. Wcześniej chodził tu ich starszy syn. Żal im się rozstawać. No cóż... U nas powtórka za 3 lata :) I naprawdę bardzo się z tego cieszę!

Upiekłam dziś pierniczki, rodzina rzuciła się wściekle, trzeba było wyrywać z gardeł, bo to obiecane dla koleżanki. Mat szczęśliwy, że sobie wykrawał pierniki foremkami, a Misia zaglądała ciekawie przez szybę do piekarnika i pilnowała razem ze mną, żeby się ciastka nie przyrumieniły za bardzo. Rok temu, pamiętacie? już z wielkim brzuchem piekłam swoje pierwsze pierniki i zastanawiałam się, jak to będzie w następne święta. Rok przeminął nie wiadomo kiedy.

Misia dostała Pierwszą Świąteczną Sukienkę!

Autorką tego cuda jest Gusla, której kłaniamy się w pas i ślicznie dziękujemy!

Sukienka niżej w linku:

SUKIENKA

 

A tutaj Mateusz jako Józef :) Lepsze zdjęcia mam dostać od mamy Adriana, bo w tym świetle mój aparat zamazywał wszystko koncertowo. To najlepsze zdjęcie, jakie mam.

***

A ponieważ przed świętami pewnie nikt nie będzie miał czasu, żeby tu zaglądać chciałabym podziękować Gusli i Mai za piękne, ręcznie wykonane kartki świąteczne. Są śliczne! Podchodzę do nich codziennie, oglądam i się zachwycam :)

***

Niech będą radosne dla Was te Święta!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 119